9/22/2018

Londyn, czyli tam i z powrotem.




Ludzie renesansu i stare dusze kochają podróże. Każde obce miejsce na Ziemi kryje swoje tajemnice, które aż proszą się o odkrycie, dlatego tak szczególnym kierunkiem są dla nich miasta i kraje o starej architekturze, pamiętające czasy królów i wojen. To właśnie one kryją w sobie najwięcej tajemniczych uliczek i historycznych zakątków. Według mnie jednym z takich miejsc jest nieoceniony w swojej wspaniałości Londyn. 

O Londynie słyszałam wiele. Do tej pory znałam go jedynie z książkowych opowieści i przepięknych starych fotografii błąkających się po bezkresach Pintresta. Niedawno jednak miałam okazję osobiście zasmakować londyńskiej kultury i przekonać się, czy naprawdę jest tam tak, jak słyszałam. I szczerze muszę przyznać, że miasto to zrobiło na mnie nie małe wrażenie i rozpaliło moją miłość do Wysp Brytyjskich.



There's nowhere else like London. Nothing at all anywhere.

- Vivienne Westwood



Pierwszą iskrą, która wznieciła pożar namiętnej miłość do Londynu była chyba jego architektura. Wrześniowy tydzień spędzony wśród domków  w stylu cottage oraz przepięknych i przede wszystkim wzniosłych królewskich pałaców, okraszony typowo jesienną aurą był dla mnie jak raj na Ziemi. Każda uliczka, niezależnie od tego, czy znajdowała się w centrum, czy też poza, miała w sobie coś indywidualnego. Na każdym rogu można było natknąć się na wszelkiego rodzaju restauracje i kawiarnie, a spacerując uliczkami nie można było dostrzec ich końca. Niektórych Londyn może przytłoczyć ogromem. Dla mnie jest jednak czymś w rodzaju odskoczni. Otóż w Londynie bardzo łatwo można się zagubić, a gdy już się zagubisz pochłania Cię i zapominasz o całym świecie - w końcu cały świat masz na wyciągnięcie ręki w jednym mieście. Marzy Ci się podróż do XVIII wieku? A może zawsze chciałeś napić się kawy w paryskim stylu? Wszystko to znajdziesz właśnie w Londynie.


Czym zachwycił mnie jeszcze? Oczywiście kulturą osobistą wylewającą się na każdym kroku. Londyńczycy znani są ze swojej grzeczności i wychowania. Mówi się tak o nich nie bez przyczyny. Nie ważne gdzie pójdziesz, nie istotne gdzie postawisz nogę, zawsze znajdzie się ktoś życzliwy, kto chętnie udzieli rady, pomoże dotrzeć do celu podróży, czy przepuści w drzwiach. Jednak biada Ci, jeśli nie zrobisz tego vice versa - ściągnij ze strychu i odkurz wszystkie swoje 'excuse me', 'please' oraz 'thank you'. Jestem pewna, że przydadzą Ci się aż w nadmiarze.

A jakie miejsca odwiedziłam? Pierwszym przystankiem w czasie mojej londyńskiej przechadzki stał się pałac Buckingham oraz pobliski St. Jame's Park, w którym zasiadłam na wygodnej ławce aby odpocząć nieco po pieszej trasie z centrum do pałacu. Buckingham swoją wielkością robi wrażenie i naprawdę przyciąga ogrom turystów, dlatego zamiast pchać się bardzo blisko bramy znacznie lepiej jest obejrzeć go z daleka w pełnej krasie lub od środka płacąc 25 funtów.
Innym, obowiązkowym punktem mojej wycieczki stała się przechadzka pomiędzy London Bridge, a Tower Bridge wzdłuż brzegu Tamizy. Muszę przyznać, że widok na całe miasto był niesamowity!


Mimo wszystko największą atrakcją były dla mnie markety, a dokładniej Leadenhall market oraz The Vintage Market. Na pierwszym można było skosztować przeróżnych smaków z całego świata. Drugi natomiast pełen był ubrań z lat 60, 50, 20 i o wiele starszych. Tam też zakupiłam spódnicę z 1950 roku, którą pokażę Ci w jesiennej stylizacji, kiedy tylko na dworze zrobi się nieco bardziej jesienna atmosfera. Mam nadzieję, że namiastka moich zdjęć z Londynu spodobała Ci się, i że kiedyś odwiedzisz to wspaniałe miasto. Ja na pewno nie odwiedziłam go ostatni raz! 

9/09/2018

Kawa po wiedeńsku, czyli jak niegdyś podawano i pijano kawę.




W dawnej Polsce pijanie kawy wczesnym rankiem bardzo długo było rzadkim zwyczajem, ponieważ aż do XVIII wieku rano pijano polewkę z piwa, z dodatkiem twarogu i gorącej śmietany. Mówi się, że to właśnie mieszkańcy Gdańska jako pierwsi zaczęli pijać kawę, ze względu na ich dostęp do światowych dóbr dzięki kupieckiemu charakterowi miasta. Początkowo była to zwykła czarna kawa, jednak z czasem zaczęto podawać ją z cukrem, po turecku. Ostateczną przyjętą formą było parzenie kawy po wiedeńsku, w porcelanowych dzbankach z sitkiem.


Kawa i czekolada nieustannie lały się ze (...) srebrnych imbryków.


Aby podkreślić mocny smak kawy i cudowny aromat, w imbryku mieszano dwa rodzaje ziaren kawy i dodawano szczyptę kakao lub ziarno migdału. Dodatkowo większe rezydencje dysponowały wypiekami ze znanych i cenionych okolicznych cukierni, dlatego w niedługim czasie na popularności przybrały wieczorne proszone “herbaty”. Wzrost popularności kawy sprawił, że już pod koniec XVIII wieku pojawiły się pierwsze gotowe serwisy do kawy, toteż każdy kawosz do swojego porannego rytuału używał ulubionej filiżanki, spodku, imbryku, cukierniczki i dzbanku do mleka, a wszystko to opatrzone monogramem.




Idąc za XVIII wieczną modą również ja postanowiłam wypróbować przepis na kawę po wiedeńsku. Przyjrzałam się nieco składnikom i zmieniłam je na te dostępne od ręki, tak, aby skład kawy był bardzo podobny i nie różnił się smakiem. Muszę przyznać, że wyszło znakomicie. Do zaparzenia wiedeńskiego cudu użyłam dwóch dowolnych rodzajów kawy, szczypty gorzkiego kakao, 1/2 szklanki mleka i płaskiej łyżeczki cukru. Suche składniki wsypałam do kubka, zalałam wrzątkiem i parzyłam 3 minuty. Następnie dolałam mleko. Et voilà! A czy Wam smakowała kawa po wiedeńsku?



9/02/2018

Gdzie znikają damulki, tam rodzą się kobiety renesansu.




Dziś nie będzie ani o modzie, ani o urodzie. Nie będę też opowiadać wymyślonych historii na temat mojej bardzo długiej absencji na Aldrazku. Za to tym, co Wam powiem będzie sama prawda i tylko prawda. Każdy z nas ma jakąś pasję, czy zainteresowanie, któremu oddaje się całym sobą. W moim przypadku już od 2014 roku swoje serce przelewam na karty tej strony, zręcznie składając zdania i  nieustannie kontrolując proces twórczy swoim czujnym okiem. Jednakże nie należę do ludzi, którzy potrafią długo wysiedzieć w jednym miejscu, dlatego niedługo po założeniu bloga okazało się, że mam też zdolności związane z diametralnie różnymi dziedzinami i kompletnie inne zainteresowania. Rozpoczął się okres eksperymentalny, w którym odeszłam od dobrze prosperującego modelu bloga, kręcącego się wokół tematyki klasy i elegancji tylko po to, by po prawie dwóch latach nieustannych prób połączenia wszystkich moich pasji dojść do wniosku, że zrobić się tego nie da. Czas ten nie poszedł jednak na marne, a rzeczy, których się nauczyłam, nie wyrzucę do kosza. Uświadomiłam sobie, że najlepszym rozwiązaniem będzie pisanie o tym, co cenię w życiu najbardziej, a są to wolność umysłu i piękno, nie tylko fizyczne, ale także szeroko rozumiane piękno wewnętrzne. No i oczywiście Vintage.


I tak w odstawkę odeszła śliczna damulka, a narodziła się kobieta renesansu - świadoma swoich atutów i otwarta na nowe doświadczenia. Miłośniczka dobrych manier, znanych jako savoir - vivre, człowiek stary duszą, żyjący we własnej historii i entuzjastka mody na przestrzeni wieków. Posiadając tak wiele w sobie pragnę podzielić się z Wami kawałkiem swojego świata, tak dużego, że nie mam już go gdzie mieścić.


Mam nadzieję, że zostaniecie tu ze mną na dłużej i razem ze mną ruszycie we wspaniałą podróż do świata rodem z kart historii - od mody edwardiańskiej, aż po przełożenie ówczesnych dam na realia XXI wieku.